FIRMA ZA PÓŁ MILIONA ZŁOTYCH
Dodano:
O zaawansowanych technologiach można zapomnieć, ale w innych branżach wystarczy mieć pomysł
Jaką firmę można założyć za 500 tys. zł, by w przyszłym roku odnieść biznesowy sukces? Gdyby odpowiedź na to pytanie była prosta, nie mielibyśmy dziś problemu z bezrobociem. Nie znaczy to jednak, że na podstawie obserwacji rynkowych trendów nie można uzyskać prawidłowej odpowiedzi. Wygrają ci, którzy owe trendy będą potrafili twórczo zinterpretować, bo nie ma nic ważniejszego od dobrego pomysłu.
500 tys. zł to zdecydowanie za mało, by myśleć o założeniu spółki zaawansowanej technologicznie, np. produkującej farmaceutyki. To też za mało, by rozpocząć produkcję nawet prostego towaru masowego, na przykład mleka, bo podstawą sukcesu jest jego bardzo kosztowna promocja. Gdzie więc szukać szczęścia? Pierwszą podpowiedź dają najnowsze badania GUS dotyczące rentowności obrotu netto w 2002 r. w poszczególnych branżach. Najwyższa, sięgająca 9,9 proc., jest w edukacji, przy czym wśród firm notujących przychody między 2,5 a 5 mln zł rentowność obrotu netto wyniosła aż 17,7 proc. Edukacja, obok ochrony zdrowia, ma być - według badań ekonomistów - najszybciej rozwijającą się branżą w gospodarce światowej w XXI w. Wpływ na to będzie miał przede wszystkim postępujący proces urbanizacji i globalizacji oraz starzenia się społeczeństw. I choć w Warszawie rynek usług edukacyjnych, zwłaszcza szkół językowych, już się nasycił, w setkach małych miast jest wciąż słabo zagospodarowany, a przecież świadomość potrzeby władania językami obcymi będzie z roku na rok coraz większa.
Na rynku edukacyjnym szansę na odniesienie sukcesu mają też inicjatywy nietypowe, czego przykładem jest Mistrzowska Szkoła Reżyserii, założona przez Andrzeja Wajdę i Wojciecha Marczewskiego. Równie dobrze magię swego nazwiska mogą wykorzystać znani aktorzy czy instrumentaliści.
- Olbrzymi potencjał tkwi jeszcze w edukacji na odległość, wykorzystującej internet - dodaje dr Mirosław Bąk, dyrektor Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym. Trudniej natomiast będzie znaleźć miejsce na rynku nowym niepublicznym szkołom wyższym.
- Niezbędna będzie oryginalna oferta tematyczna i brand zachodniej uczelni - twierdzi Michał Olszewski, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Szukając pomysłów na dobry biznes, trzeba pamiętać o prostej zasadzie: to, co dziś robi furorę na Zachodzie, jutro podbije Warszawę, a pojutrze dotrze na prowincję. Sztuka polega nie tylko na tym, by w przenoszeniu pomysłu np. ze stolicy na grunt lokalny być pierwszym, ale też, żeby wybrać dobry moment. W mniejszych miastach ludzie mniej zarabiają i mniej chętnie zmieniają przyzwyczajenia. Szans na własny biznes można upatrywać np. w otwieraniu klubów fitness w mniejszych miejscowościach, gdyż na tym na rynku do tej pory istniały wyłącznie obskurne siłownie.
- Polskie społeczeństwo będzie coraz chętniej korzystało z dóbr i usług luksusowych - przekonuje Olszewski. - Na pewno wzrośnie popyt m.in. na markowe ubrania.
Potwierdza to sukces łódzkiej spółki LPP, która w krótkim czasie podbiła polski rynek odzieżowy. Pół miliona to za mało, by stworzyć dla niej konkurencję, ale wystarczająco dużo, by zgromadzić np. zespół zdolnych projektantów i wykorzystać rozwój branży. Mirosław Bąk twierdzi, że zyskowna może być również kooperacja z branżą motoryzacyjną.
- Jestem przekonany, że tendencja przenoszenia do Polski produkcji podzespołów w najbliższych latach się utrzyma - mówi Bąk. - To otwiera pole do działalności nawet niewielkich firm, które będą produkować zupełne drobiazgi, np. linki holownicze czy haki.
Absolutnym obowiązkiem po wejściu do Unii Europejskiej jest wykorzystanie szansy, którą daje otwarcie granic. Rozwijający się w Europie ruch slow food (założony przez smakoszy naturalnych, regionalnych produktów) może być doskonałym odbiorcą polskich przysmaków. W sukces przetwórstwa rolnego wierzy m.in. Michał Olszewski.
- Dobrym pomysłem wydają się m.in. fermy strusie - zauważa. - Na takie przysmaki, choć z pozoru egzotyczne, zapotrzebowanie będzie rosło.
Największą szansę na sukces mają ci, którzy dysponują nie tylko gotówką, ale i specjalistyczną wiedzą, mogącą zastąpić kolejnych kilka milionów na rozwój interesu. - Pracownicy wyższych uczelni, szczególnie technicznych, już nieraz dochodzili do wniosku, że wyniki ich badań nadają się do komercjalizacji. To było dla nich szansą od początku lat 90., w przyszłym roku nic się nie zmieni - mówi Mirosław Bąk. Zanim zainwestuje się w firmę, warto więc zainwestować w siebie. Wybierając się choćby na kolejne studia.
500 tys. zł to zdecydowanie za mało, by myśleć o założeniu spółki zaawansowanej technologicznie, np. produkującej farmaceutyki. To też za mało, by rozpocząć produkcję nawet prostego towaru masowego, na przykład mleka, bo podstawą sukcesu jest jego bardzo kosztowna promocja. Gdzie więc szukać szczęścia? Pierwszą podpowiedź dają najnowsze badania GUS dotyczące rentowności obrotu netto w 2002 r. w poszczególnych branżach. Najwyższa, sięgająca 9,9 proc., jest w edukacji, przy czym wśród firm notujących przychody między 2,5 a 5 mln zł rentowność obrotu netto wyniosła aż 17,7 proc. Edukacja, obok ochrony zdrowia, ma być - według badań ekonomistów - najszybciej rozwijającą się branżą w gospodarce światowej w XXI w. Wpływ na to będzie miał przede wszystkim postępujący proces urbanizacji i globalizacji oraz starzenia się społeczeństw. I choć w Warszawie rynek usług edukacyjnych, zwłaszcza szkół językowych, już się nasycił, w setkach małych miast jest wciąż słabo zagospodarowany, a przecież świadomość potrzeby władania językami obcymi będzie z roku na rok coraz większa.
Na rynku edukacyjnym szansę na odniesienie sukcesu mają też inicjatywy nietypowe, czego przykładem jest Mistrzowska Szkoła Reżyserii, założona przez Andrzeja Wajdę i Wojciecha Marczewskiego. Równie dobrze magię swego nazwiska mogą wykorzystać znani aktorzy czy instrumentaliści.
- Olbrzymi potencjał tkwi jeszcze w edukacji na odległość, wykorzystującej internet - dodaje dr Mirosław Bąk, dyrektor Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym. Trudniej natomiast będzie znaleźć miejsce na rynku nowym niepublicznym szkołom wyższym.
- Niezbędna będzie oryginalna oferta tematyczna i brand zachodniej uczelni - twierdzi Michał Olszewski, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Szukając pomysłów na dobry biznes, trzeba pamiętać o prostej zasadzie: to, co dziś robi furorę na Zachodzie, jutro podbije Warszawę, a pojutrze dotrze na prowincję. Sztuka polega nie tylko na tym, by w przenoszeniu pomysłu np. ze stolicy na grunt lokalny być pierwszym, ale też, żeby wybrać dobry moment. W mniejszych miastach ludzie mniej zarabiają i mniej chętnie zmieniają przyzwyczajenia. Szans na własny biznes można upatrywać np. w otwieraniu klubów fitness w mniejszych miejscowościach, gdyż na tym na rynku do tej pory istniały wyłącznie obskurne siłownie.
- Polskie społeczeństwo będzie coraz chętniej korzystało z dóbr i usług luksusowych - przekonuje Olszewski. - Na pewno wzrośnie popyt m.in. na markowe ubrania.
Potwierdza to sukces łódzkiej spółki LPP, która w krótkim czasie podbiła polski rynek odzieżowy. Pół miliona to za mało, by stworzyć dla niej konkurencję, ale wystarczająco dużo, by zgromadzić np. zespół zdolnych projektantów i wykorzystać rozwój branży. Mirosław Bąk twierdzi, że zyskowna może być również kooperacja z branżą motoryzacyjną.
- Jestem przekonany, że tendencja przenoszenia do Polski produkcji podzespołów w najbliższych latach się utrzyma - mówi Bąk. - To otwiera pole do działalności nawet niewielkich firm, które będą produkować zupełne drobiazgi, np. linki holownicze czy haki.
Absolutnym obowiązkiem po wejściu do Unii Europejskiej jest wykorzystanie szansy, którą daje otwarcie granic. Rozwijający się w Europie ruch slow food (założony przez smakoszy naturalnych, regionalnych produktów) może być doskonałym odbiorcą polskich przysmaków. W sukces przetwórstwa rolnego wierzy m.in. Michał Olszewski.
- Dobrym pomysłem wydają się m.in. fermy strusie - zauważa. - Na takie przysmaki, choć z pozoru egzotyczne, zapotrzebowanie będzie rosło.
Największą szansę na sukces mają ci, którzy dysponują nie tylko gotówką, ale i specjalistyczną wiedzą, mogącą zastąpić kolejnych kilka milionów na rozwój interesu. - Pracownicy wyższych uczelni, szczególnie technicznych, już nieraz dochodzili do wniosku, że wyniki ich badań nadają się do komercjalizacji. To było dla nich szansą od początku lat 90., w przyszłym roku nic się nie zmieni - mówi Mirosław Bąk. Zanim zainwestuje się w firmę, warto więc zainwestować w siebie. Wybierając się choćby na kolejne studia.